Dwanaście lat po pierwszej wyprawie do Norwegii (opisanej tutaj) wróciłem na tę samą trasę – tym razem nie z kolegą ani nie solo, tylko z 15-letnią córką jako pasażerką. Yamaha Tenere 700 została „przebrana za Goldwinga”: szosowe opony, niżej ustawiona kierownica, duże torby na stelażach i „komfortowa” kanapa z tyłu. Do tego kaski szosowe z interkomami, żeby można było rozmawiać w czasie jazdy.
Trasa zaplanowałem niemal identycznie jak w 2014 roku – droga Peer Gynta, Jotunheimvegen, droga Trolli i Geiranger, Sognefjellet, Hardangervidda, Preikestolen, Jaeren, Telemark – więc przy okazji była okazja porównać, co się zmieniło (a co nie) w ciągu tych dwunastu lat. Wyjazd trwał 11 dni, łącznie przejechaliśmy ok. 4260 km.

Wyjazd miał być sprawdzeniem, czy córka da sobie radę jako pasażer na dłuższej wyprawie motocyklem. Wcześniej nie miała takich doświadczeń, jeździła ze mną tylko na kilkugodzinne wyjazdy w Polsce.
Początkowo planowaliśmy spanie pod namiotem, jednak przy próbie pakowania okazało się, że nawet mój większy zestaw bagażowy jest zbyt mały i nie zmieścimy namiotu i dwóch zestawów śpiworów i materacy, albo zrobimy to kosztem niezabrania drona. Wybraliśmy drona i rezerwację noclegów z wyprzedzeniem – w tym momencie nasz harmonogram wyjazdu został „wykuty w kamieniu”, bo część rezerwacji nie pozwalała na anulowanie.
Dzień 1 — sobota 11.07 (384 km) — Gdynia, prom
Szybki przelot trasą szybkiego ruchu z Warszawy do Gdyni przebiegł bez problemów. Dojechaliśmy do portu z zapasem czasu i spokojnie wjechaliśmy na prom.




Lubię rejsy promami. Okazało się, że wieczór w „przestrzeni imprezowej” z innymi pasażerami przypadł do gustu też mojej córce, szczególnie gra w bingo, z którą miałem pierwszy raz do czynienia. Bardzo dobre wrażenie robił konferansjer, który z wdziękiem i sprawnością przełączał się pomiędzy językiem polskim, szwedzkim i angielskim.

Dzień 2 — niedziela 12.07 (645 km) — Oslo
Rejs promem był fajny, ale pobudka o 5:30 i droga przez Szwecję – miła, choć przez niewyspanie nieco męcząca. Pogoda była dobra, temperatura od 19 do 26°C w Oslo oraz jeden przelotny deszcz po drodze. Pasażerka jakoś przeżyła 😉.


Szukając wcześniej miejsca noclegu w centrum Oslo, dowiedziałem się, że w norweskich miastach jest zasada, że motocykle nie mogą parkować „gdziekolwiek” na chodnikach, a ceny parkingów hotelowych są bardzo wysokie (ponad 100 zł za dobę). Jednak miasta oferują tzw. „MC-parking”, czyli wyznaczone miejsca parkingowe tylko dla motocykli, najczęściej wielkości 2-3 zwykłych miejsc dla samochodów. Więc zarezerwowałem takie hotele, które były w odległości spaceru od takich MC-parking. Okazał się to bardzo dobry pomysł, bo już na miejscu metodykę check-in mieliśmy taką: podjeżdżaliśmy pod drzwi hotelu, wnosiliśmy bagaże do recepcji i córka tam zostawała, ja jechałem na parking, smarowałem łańcuch i piechotą wracałem do hotelu. Rano check-out był podobny, tylko w odwrotną stronę. Na tych parkingach było zawsze po kilka motocykli, też „droższe” zagranicznych turystów, więc bez obawy zostawiałem tam też swój.

Do Oslo dojechaliśmy około 17:00, więc mieliśmy jeszcze szansę pozwiedzać. Miasto okazało się bardzo przyjemne do zwiedzania, bo wszystko było w centrum w zasięgu spaceru. Architektura była „odważna”, w szczególności budynku opery przy nadbrzeżu.















Spaliśmy w Cochs Pensjonat (Oslo), koszt za 2 noce i 2 osoby wyniósł 1091 zł.
Dzień 3 — poniedziałek 13.07 (dzień pieszo, bez motocykla) — Oslo
Trzeci dzień „rodzinnej” wyprawy do Norwegii – tego dnia bez jazdy na moto, tylko zwiedzanie Oslo 🇳🇴 – Muzeum Muncha i Muzeum Narodowe. Oba budynki wyglądem i wnętrzem konkurowały z naszym warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej 🙂. Wielkość ekspozycji tego drugiego przekraczała możliwości zwiedzenia w połowie dnia, niestety.
Temperatura w mieście wynosiła około 30 stopni – trochę kłóciło się to z moim wyobrażeniem zimnej Skandynawii, szczególnie po ostatniej wyprawie do Islandii. Ale okazało się, że fale upałów, które przechodzą przez Hiszpanię i Francję docierają także na południe Norwegii i nie jest to nic niespotykanego.














Córka zwiedzanie muzeów zniosła zaskakująco dobrze, a był to punkt poważnego ryzyka tego wyjazdu. Gdyby odmówiła, to z żalem bym zrezygnował, a wyszło świetnie.


Minusem zwiedzania Oslo i innych miast Norwegii były ceny gotowego jedzenia – nawet w najbardziej samoobsługowych restauracjach azjatyckich nie było szansy zejść poniżej 100 zł za obiad na osobę. Na szczęście noclegi na kempingach były bardziej „budżetowe”, o czym piszę dalej.
Drugą noc w Oslo spędziliśmy w tym samym Cochs Pensjonat co poprzedniej nocy – to jedna, wspólna rezerwacja na 2 noce (koszt podany przy dniu 2).
Dzień 4 — wtorek 14.07 (305 km) — Nord-Fron / okolice Lillehammer
Czwarty dzień to przejazd z Oslo do Lillehammer i stamtąd na północ łatwą szutrową drogą Peer Gynta. To jest właśnie ten aspekt Norwegii, który polubiłem najbardziej na poprzednim wyjeździe: turystyczne i dobrze utrzymane drogi szutrowe.
Pogoda dopisywała: idealna „lampa”, do 28°C.









Nocleg mieliśmy w typowej „hytce” na kempingu.
Na wszystkich kempingach mieliśmy do dyspozycji kuchnię, więc żywiliśmy się ekonomicznie przywiezionymi z Polski daniami liofilizowanymi. Ceny chleba i nabiału w supermarketach były zbliżone do polskich.


Pasażerka nadal nie narzekała, było dobrze 👍.
Spaliśmy w Skåbu Camping, koszt za 2 osoby wyniósł 263 zł.
Dzień 5 — środa 15.07 (278 km) — Rauma
Kolejny dzień tras, które są dla mnie esencją Norwegii:
- droga szutrowa Jotunheimvegen – wkoło najwyższe szczyty Norwegii, nazwa pochodzi od „domu olbrzyma”
- droga Valdresflye obok parku narodowego Jotunheimen (nasjonaleturistveger.no)
- po drodze na północ jeszcze 2 mniejsze drogi szutrowe: Veodalsvegen oraz Slådalsvegen
Nocleg mieliśmy na kempingu w małym pokoju. Pasażerka nadal nie narzekała 👍





Pogoda nadal dopisywała: słonecznie i do 30°C, ale temperatura wody w jeziorach była „bałtycka” 😬.
Jak się okazało, zabranie dziecka miało taki pozytywny aspekt, że sam na taką kąpiel bym się nie zdecydował, a tutaj zadziałało hasło „tata, Ty nie dasz rady?”…







Spaliśmy w Romsdalseggen Camping, koszt za 2 osoby wyniósł 283 zł.
Dzień 6 — czwartek 16.07 (232 km) — Lom
Tego dnia była klasyka Norwegii:
- droga „trolli”: Geiranger–Trollstigen
- fiord Geiranger
- droga Strynefjellsvegen
Atrakcje były bardzo popularne i oblegane, ale nadal robiły wrażenie i niezmiennie sądzę, że każdy motocyklista z Europy powinien to raz w życiu zobaczyć 🤟.
Mimo że ruch był spory, jechało się w miarę sprawnie i bezpiecznie. Tylko raz na jakiś czas trzeba było wyprzedzić kolumnę pojazdów spowalnianych przez jakiegoś kampera lub samochód z przyczepą 😉.
Pogoda nadal dopisywała, chociaż poranek był mokry od nisko wiszących chmur i zaczynaliśmy od 15°C, a kończyliśmy przy 31°C.













Nocleg mieliśmy na kempingu znowu w hytce.


Pasażerka nadal nie narzekała, jest szansa, że jej się spodoba i zostanie motocyklistką 😉.
Spaliśmy w Kvila Hytteutleie, koszt za 2 osoby wyniósł 400 zł.
Dzień 7 — piątek 17.07 (224 km) — Aurland
Siódmy dzień to kolejne atrakcje Norwegii:
- drewniany kościół w Lom
- droga Sognefjellet – „dach Norwegii”, najwyższa przełęcz drogowa Norwegii na wysokości 1434 m n.p.m.
- Sognefjord – najdłuższy fiord w Norwegii i 2. na świecie
- droga Aurlandsfjellet
- miejscowość Lom
Pogoda się pogorszyła, cały dzień był pochmurny i poniżej 20°C oraz trochę kropiło. Mimo to pasażerka nadal nie narzekała ✅️.



















Spaliśmy w Lunde Camping, koszt za 2 osoby wyniósł 618 zł.
Dzień 8 — sobota 18.07 (459 km) — Strand (k. Stavanger)
Tego dnia zaliczaliśmy kolejne drogi Norwegii w takim tempie, że nie było czasu na zdjęcia 🫣:
- droga Hardangervidda
- fragment drogi Hardanger – 2. norweski i 3. najdłuższy fiord (nasjonaleturistveger.no)
- fragment drogi Ryfylke
To był dzień, który trudno było zaplanować inaczej, bo zależało nam, żeby dojechać na wieczór na kemping pod Preikestolen.
Pogoda była zmienna, wysoko w górach temperatura spadła do 9°C, a „na dole” w fiordach do 25°C – istny roller coaster. Pasażerka przeżyła kolejny dzień ✅️.





Spaliśmy w Hikers & Bikers camp, Preikestolen BaseCamp, koszt za 2 osoby wyniósł 404 zł.
Nocleg w tym miejscu wybraliśmy specjalnie, żeby rano „przed wszystkimi” pójść na skałę Preikestolen. Jednak okazał się bardzo specyficzny, bo raz że oddalony o kilkaset metrów od parkingu i bez możliwości parkowania motocykla przy namiocie (wjechałem „na nielegalu”, zostawiłem bagaże i uciekłem z powrotem na parking), a dwa że ta kapsuła była mało wygodna, szczególnie z naszą ilością bagażu, który musiał zostać na zewnątrz. Tymczasowo nie działały też sanitariaty, więc za potrzebą trzeba było iść spory dystans. Ale za to obok mieliśmy jezioro z plażą, więc skorzystaliśmy z możliwośći kąpieli.
Dzień 9 — niedziela 19.07 (327 km) — Kristiansand
Dziewiąty dzień „rodzinnej” wyprawy do Norwegii:
- Preikestolen – „ambona”, półka skalna nad fiordem, chyba najbardziej charakterystyczny punkt do zdjęć na Insta w Norwegii 🙂
- droga Jaeren – wzdłuż wybrzeża Atlantyku
- Latarnia Lindesnes – najstarsza w Norwegii, z 1656 r., i granica 2 mórz
- miasto Kristiansand – drewniane domki z XIX wieku w północnej dzielnicy (Posebyen) i porty jachtowe


Mimo że wyszliśmy z kempingu o 7:00 to na Preikestolen o 8:15 było już dużo turystów i tradycyjne kolejki do zdjęcia 😉.

Można narzekać, że miejsce jest oblegane ale widok jest absolutnie niepowtarzalny i wart spaceru.














Było chłodno i słonecznie, ok. 19°C. Pasażerka przeżyła kolejny dzień ✅️.
Spaliśmy w Thon Hotel Parken, koszt za 2 osoby wyniósł 622 zł.
Dzień 10 — poniedziałek 20.07 (456 km) — Fredrikstad
Dziesiąty dzień to już kierunek powrotny do domu:
- droga Telemarku
- śluza Vrangfoss
- spiralny tunel i punkt widokowy nad miastem Drammen
- droga między wyspami w parku narodowym Hvaler
- miasto Fredrikstad



Największa śluza w Telemarku, o ile dobrze policzyłem to 5 stopni:

Wjazd spiralnym tunelem na wzgórze obok miasta robi niezmiennie niesamowite wrażenie i widok z góry także. Trasę wewnątrz urozmaicają „scenki rodzajowe”, mam to nagrane kamerą, więc będzie można zobaczyć na filmie.







Było ciepło i słonecznie, od 16 do 24°C. Pasażerka przeżyła kolejny dzień ✅️.
Spaliśmy w Hotel Fredrikstad, koszt za 2 osoby wyniósł 589 zł.
Dzień 11 — wtorek 21.07 (576 km) — prom do Polski
Ostatni dzień „rodzinnej” wyprawy do Norwegii – przelot przez Szwecję i zaokrętowanie na promie powrotnym do Polski.
Było ciepło i słonecznie, ok. 22°C. Pasażerka była zmęczona, ale zadowolona ✅️.





Dzień 12 — środa 22.07 (377 km) — Gdynia–Warszawa
Dwunasty, ostatni dzień wyprawy – bez przystanku z Gdyni do Warszawy, kończąc pętlę zaczętą 11 dni wcześniej.

Podsumowanie
Trasa: Warszawa – prom do Szwecji – Oslo – Lillehammer – Jotunheimen – Geiranger/Trollstigen – Sognefjellet/Aurland – Hardangervidda – Preikestolen/Kristiansand – Telemark/Fredrikstad – prom powrotny – Warszawa. Łącznie ok. 4260 km w 11 dniach jazdy (plus jeden dzień pieszo w Oslo).
Co się zmieniło od 2014: trasa była niemal identyczna co do atrakcji (Peer Gynta, droga Trolli, Sognefjellet, Hardangervidda, Preikestolen, Jaeren, Telemark, spiralny tunel w Drammen), ale tym razem mieliśmy niemal idealną pogodę. Ponadto nauczony poprzednimi doświadczeniami zaplanowałem wolniejsze tempo zwiedzania w górach i noclegi w miastach, żeby poczuć urok cywilizowanego (choć drogiego) życia w Skandynawii. W popularnych miejscach był zdecydowanie większy tłok niż kiedyś, ale to mogło być też skutkiem doskonałej pogody, która zachęciła wszystkich do wycieczek w góry.
Podróż motocyklowa z nastoletnim dzieckiem: to było zdecydowanie nowe doświadczenie, bo dotychczas z oczywistych przyczyn nie mieliśmy szansy spędzić tyle czasu razem 1:1. Córka okazała się być dobrze przygotowana mentalnie na długą podróż, najwidoczniej podeszła do tego jak do wyzwania. Sprawę ułatwiło, że byliśmy świetnie przygotowani sprzętowo (ciuchy i buty motocyklowe „w spadku” po mamie, dobry kask), trasa i noclegi były rozsądnie zaplanowane i trafiliśmy na świetną pogodę. Interkom do słuchania muzyki ułatwiał walkę z nudą na długich przelotach. Córka okazała się też być przygotowana na trochę spartańskie warunki noclegowe i „ekonomiczne” żywienie. Wieczory umilała nam wspólna gra w karty i próba oglądania serialu na Netflix, która jednak została przerwana „ograniczeniami geograficznymi” tego dostawcy rozrywki :-(. Także nasz wyjazd miał wszystkie zalety podróży w grupie, takie jak możliwość rozmów przy posiłkach i wieczorem, czy drobna pomoc przy sprawach organizacyjnych. Wykonałem także podstawową pracę „mentorską”, tłumacząc niuanse organizacji wyjazdu motocyklowego oraz samej techniki jazdy motocyklem. Chyba poszło to dosyć dobrze, bo córka podtrzymała swoją chęć posiadania własnego motocykla, jak tylko będzie mogła mieć prawo jazdy, więc przynajmniej się nie zraziła 😉.
Tu trzeba jeszcze zaznaczyć, że Yamaha Tenere 700, powszechnie postrzegana jako motocykl dla jednej osoby, bardzo dobrze dał sobie radę z pasażerką „do 50 kg”. Przy norweskich ograniczeniach prędkości i krętości dróg absolutnie nie brakowało mi mocy, mój komfort jazdy nie był jakoś szczególnie niższy niż solo, a córka jakoś bardzo nie narzekała na motocykl – jeżeli już na coś, to na nudę. Nawet na tych drogach szutrowych zupełnie fajnie i szybko się nam jeździło, bo były na tyle równe, że można było jechać bez stania na podnóżkach.
Czy polecam Norwegię: Zdecydowanie tak – i to nawet z pasażerem/pasażerką z tyłu. Norwegia wypadła tak samo dobrze przy drugim podejściu, atrakcje wymienione w 2014 roku nadal robiły wrażenie, drogi były utrzymane bez zarzutu, a większy ruch turystyczny na klasykach (Trollstigen, Geiranger) nie zepsuł istotnie doświadczenia.
Podsumowanie od córki po wyjeździe
Jak Ci się podobało podróżowanie motocyklem?
Już podróżując samochodem lubiłam siedzieć na przednim siedzeniu i wpatrywać się w krajobraz, jednak dopiero na motocyklu mogłam w całości poczuć podróż i dlatego jazda motocyklem mi się spodobała.
Jak Ci się podobało spędzanie czasu z tatą?
Najlepsze w jeżdżeniu z tatą było to, że wszystko przebiegało spokojnie, noclegi były zaplanowane, przewodnik przeczytany i problemy rozwiązywane ze spokojem.
Jak Ci się podobała Norwegia?
Podróżując po Norwegii można przyjemnie wypocząć, ponieważ są piękne krajobrazy i jest spokojnie.
😉
